Według Piotra

Zaręczyny - nie zmieniają nic i przekształcają tak wiele

To momencik, na który z niecierpliwością wyczekuje prawdopodobnie każda zakochana niewiasta – zrękowiny. Wyobrażamy sobie jak to będzie, kiedy on padnie przed nami na kolana i wyzna miłość. Jakże, gdzie, kiedy to poczyni? Czy nas zdumi, czy będziemy się tego spodziewać? To moment, który z praktycznego perspektywy zazwyczaj nic w aliansu nie transformuje – wciąż jesteśmy wspólnie, wciąż wspólnie opędzamy czas, organizowaliśmy i w przyszłości planujemy kolektywną przyszłość. Natomiast od tego momentu wie o tym każdy, kto spojrzy na pierścień ozdabiający naszą rękę. odnośnik Od tego momentu wszystko jest z większym natężeniem na serio. Rozdzielamy się uszczęśliwioną informacją z rodziną, z ziomkami i czujemy się zadowolone. Rade z tego, że wyszukałyśmy kogoś, komukolwiek na nas zależy i kogoś, na kim zależy nam. Czy w obliczu tak głównego i oczekiwanego wyznania niebagatelne jest to, w jakich okolicznościach zrękowiny miały otoczenie? Czy była tylko jedna, bezpretensjonalna róża a także porywający bukiet kwiatów? Czy miało to miejsce w uprzywilejowanej restauracji przy lampce wina i krewetkach a także w lokalu – w papuciach i szlafroku. A pierścionek? Czy liczy się wielkość głazu i próba złota? Zapominamy o tym w sytuacji, kiedy słyszymy to jedno czarodziejskie wypytywanie. A reakcję na nie będzie przypuszczalnie najistotniejszą decyzją w naszym życiu.